Imagin z Louisem
Tak złego dnia w szkole nie miałam od dawna. Najpierw 2 ze sprawdzianu z
polskiego, uwaga, chociaż nic nie robiłam. No chyba gorzej już być nie
morze. Bóg chyba zaakceptował wyzwanie.
Muszę się pośpieszyć na
kolejną lekcję! Nie mogę mieć spóźnienia, bo to już chyba będzie
najgorszy na serio dzień. Nagle poczułam, że dostałam drzwiami, upadłam
na podłogę.
- O, sorry, nie wiedziałem, że ktoś tędy idzie. - powiedział Louis.
- Louis, nic mi nie jest, na serio.
- Ok, ale jeszcze raz przepraszam.
No i przez nieudolnego Tomlinsona, się spóźniłam na lekcje. To już jest chyba najgorszy dzień w całym moim życiu.
Na szczęście jest przerwa obiadowa. Poszłam sobie na stołówkę. Razem z
koleżanką wzięłyśmy sobie tace no i "jedzenie". Szłyśmy do stolika,
kiedy ktoś na mnie wpadł, a ja wywaliłam się i wpadłam na tacę Louisa.
- Boże, Lou wybacz mi. Ktoś mnie popchnął.
- Ok, nic się nie dzieje, i tak bym tego nie zjadł. - puścił mi oczko.
- To dobrze, chyba. Nie będziesz głodny?
- Dam sobie radę, nic się nie dzieje, idź.
Chociaż tyle, że Lou mnie pociesza. Miły chłopak, ale troszkę zakręcony.
Ten najgorszy dzień już się kończy! Jest, jestem już za drzwiami
wejściowymi do szkoły, znowu dostałam nimi, ale tym razem spadłam tak
niefortunnie na rękę.
- Ała! Jak boli, ała! - krzyczałam.
- Ojć [T.i.] wybacz, nie chciałem, na serio! Poczekaj, zawiozę cię na pogotowie.
- Dobrze.
Okazało się, że ręka jest złamana. Muszę chodzić przez miesiąc w
gipsie. Lou zaproponował, że będzie nosił mi torbę. Jaki on miły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz